Praca i wakacje na Teneryfie dla cyfrowych nomadów

Każdy podróżnik zna to uczucie, gdy po powrocie z dużego wyjazdu wracasz do domu i dosłownie chwilę później zaczynasz snuć plany na kolejną podróż. Dopiero co wróciłam z Nikaragui i zaczęłam szukać kolejnej ofiary, ale szukałam czegoś blisko, najlepiej w Europie. Gwarancja dobrej pogody przyciągnęła moją uwagę na wysypy Kanaryjskie, a tanie połączenia lotnicze (Ryanair z Warszawy i Wrocławia,  piękne widoki i możliwość surfowania przekonały mnie, że odpowiednim kierunkiem będzie Teneryfa.

W trosce o różnorodność okoliczności przyrody postanowiłam przez pierwszą połowę pobytu mieszkać w Punta del Hidalgo, na południowo-wschodnim krańcu wyspy, zaś drugą spędzić w Icod de los Vinos, niewielkim mieście położonym na północy, na uboczu El Teide, i właśnie tę drugą opcję mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim cyfrowym nomadom.

Ponieważ Teneryfa nie jest odludną wysepka na krańcu świata, a terenem należący do UE, do pracy zdalnej nadaje się doskonale, Internet jest świetny i nie doświadczyłam żadnych przerw w jego dostawie. Połączenie było tak dobre „jak w domu”. Jestem freelancerem i akurat tak się złożyło, że podczas tego wyjazdu nie miałam nadmiaru zleceń, więc udało mi się na Teneryfie dosyć dużo zobaczyć i zrobić, co nie zawsze jest oczywiste.

Icod de los Vinos – czy warto?

Pierwsze wrażenie jest takie, że w Icod jest… zimno. Choć wrześniowa pogoda dopisywała na całej wyspie, Icod de los Vinos jest położone dość wysoko, na uboczu El Teide, więc górna część miasteczka jest czasami w chmurach i to od nich zależą warunki pogodowe.

Co prawda jest to małe miasto, w którym nie dzieje się za dużo, lecz jest ono bardzo autentyczne i, co ważne, nieprzytłoczone dzikimi tłumami turystów. Podczas gdy przejeżdżając przez południe można zaobserwować miasta składające się w dużej mierze z hoteli, północ zdecydowanie wyróżnia się nieudawanym klimatem i szczerością. Na ulicach słychać w zasadzie jedynie język hiszpański. Co również ważne dla większości podróżujących, ceny noclegu są tu dużo bardziej przystępne niż w pozostałych częściach wyspy.

Co robić w Icod de los Vinos

Jako że Icod de los Vinos zasłynęło we wszelkich przewodnikach za sprawą Drago Milenario, Tysiącletniego Smoczego Drzewa, podobno najstarszego i największego na świecie, bez namysłu pognałam je zobaczyć. W sumie nie wiem, czego się spodziewałam 🙂 Drzewo stoi i pięknie się prezentuje i to tyle. Wejście do ogrodu, w którym rośnie wiekowy El Drago jest odpłatne, ale pozostaje opcja podziwiania „wielkiego brokułu” z tarasu widokowego w parku, co w zupełności mi wystarczyło. Jest to atrakcja turystyczna na ok. 5 minut, moim zdaniem lekko przereklamowana.

Na szczęście, dosłownie parę kroków dalej odkryłam moje ulubione miejsce w całym Icod, a mianowicie Plaza de la Pila. To piękny, mały skwer na tyłach parku Drago, otoczony zabytkowymi budynkami i pałacem, gdzie rzadko spotyka się żywą duszę. Jest do doskonałe miejsce na przerwę w pracy lub odpoczynek po południu w towarzystwie miejscowej architektury.

Nie mogło też zabraknąć jednej z moich ulubionych rozrywek, czyli pływania w basenie naturalnym. Podczas pobytu w Icod odwiedziłam Charco del Viento, basen otoczony wulkanicznymi skałami z niewielką, kamienistą plażą (dla dobra stóp warto zabrać ze sobą specjalne buty do wody). Miejsce jest genialne i zaskakująco mało znane wśród turystów. Na tle innych, podobnych miejsc na Teneryfie wyróżnia się brakiem betonowej otoczki i minimalną ingerencją człowieka. By tam dotrzeć polecam wypożyczenie samochodu, bo główna droga i przystanek autobusowy są bardzo daleko od plaży, chyba, że ktoś nie ma nic przeciwko dłuższemu spacerowi pomiędzy hodowlami bananowców.

Na obrzeżach Icod znajduje się też słynna Cueva del Viento. Ta ciągnąca się aż przez 17 km „Jaskinia Wiatru” jest piątą najdłuższą jaskinią wulkaniczną na świecie (i najdłuższą poza Hawajami). Uwielbiana przez lokalsów i turystów do tego stopnia, że wejściówki na zwiedzanie z przewodnikiem są wyprzedane kilka dni wcześniej. Zwiedzanie trwa od 2,5 do 3 godzin i należy do średnio trudnych – zdecydowanie pomocne będą dobre buty. Opcja dla miłośników geologii i karaluchów.

Czym urzeka Teneryfa

Nie tylko krajobrazami, ale przede wszystkim ludźmi! Właśnie dlatego warto wybierać się do takich miejsc jak Icod, by zobaczyć tych „lokalsów” – uśmiechniętych, kochających życie, muzykę i dobrą kuchnię. Na Teneryfie piękne jest to, że jej mieszkańcy zawsze coś świętują. Na przykład, prawie cały wrzesień to obchody Fiestas del Santísimo Cristo, w związku z czym w różnych częściach wyspy odbywają się huczne festyny i uroczystości. Poza „zwykłymi” świętami narodowymi wolnymi od pracy, na Teneryfie obowiązują także święta lokalne, gdzie w zależności od gminy świętuje się inne wydarzenia, zazwyczaj święta kościelne.

Wielką ciekawostką był dla mnie ogromny festyn w parku, który trwał przez cały tydzień! Cieszę się, że miałam okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu, bo miałam niepowtarzalną okazję zobaczyć prawdziwą lokalną społeczność integrującą się bez względu na wiek. Na scenie dzieci prezentowały występy taneczne, oczywiście pierwszym rzędem pod sceną były zachwycone rodziny uzbrojone w telefony i kamery, ale park pękał w szwach od osób naprawdę w każdym wieku. Taki urok małomiasteczkowego życia.

Gdy jednak tęskno za większym miastem, pozostaje wypad do Puerto Cruz, położonego 24 km na wschód od Icod. Jest bardziej turystyczne, ale ma ciekawy klimat – dosłownie tętni życiem, ma świetne restauracje, ogród botaniczny a wiele miejsc ozdobionych jest artystycznymi muralami. Na pewno nie można się tam nudzić, więc jest to miła odmiana od Icod 😉

W kolejnym poście podzielę się z Wami moimi radami, jak aktywnie spędzić czas na Teneryfie.

Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *